Wyspa Wielkanocna
- dowodzi, że prawda może być dziwniejsza niż fikcja. Jest to wulkaniczna wyspa, prawie trójkątna o bokach 12x18x24 km i położona tysiące kilometrów od innych zamieszkanych miejsc. Kiedy pierwsi Europejczycy zbliżali się do niej w niedzielę wielkanocną, zobaczyli że na jej brzegach stoją masywne, dziwaczne posągi, wpatrujące się w ocean. Mieszkańcy jednak wydali się serdeczni, palili ogniska, zachęcając w ten sposób gości do wyjścia na brzeg. Po wylądowaniu kapitan Roggeveen i jego holenderska załoga zaobserwowali wśród wyspiarzy trzy różne rasy: niektórzy mieli skórę ciemną, inni czerwonawą, a jeszcze inni uderzająco bladą. Wśród nich byli także tac, którzy mieli dziwnie wyciągnięte przez umieszczone w nich krążki i zdawali się darzyć szczególnym szacunkiem potężne posągi.
Poza tym, że wyspiarze kradli wszystko, co tylko mogli wziąć w ręce, byli bardzo przyjaźni. Widziano bardzo niewiele kobiet, a wielu mieszkańców trzymało się w ukryciu, prawdopodobnie w podziemnych jaskiniach. Hiszpańska wyprawa z Peru w roku 1770 poczyniła podobne obserwacje. Ludzie nadal byli przyjaźni i ziemia dobrze uprawiana, lecz już w cztery lata później gdy kapitan Cook przybył na wyspę, ujrzał zupełnie inny obrazek. Ziemia była zaniedbana i nieurodzajna, ludzie apatyczni i zdemoralizowani i ile przedtem nie mieli śladu broni ani wojowniczych skłonności, o tyle teraz nosili drewniane maczugi i dzidy. Olbrzymie posągi zostały przewrócone, i nie wydawało się jeszcze żeby kto kolwiek je jeszcze czcił. Dopiero gdy świat zachodni niemal zniszczył mieszkańców Wyspy Wielkanocnej, zaczął w końcu poznawać ludzi i ich kulturę.